DyMnO 2009
Godzina 0118
Ostatnia rozmowa z trasy. Panowie przeholowali się na odcinku rowerowym i wyszli na ostatni etap pieszy. Planują zebrać najwyżej jeden, dwa PK i wrócić na metę w limicie czasu (0300). Są wykończeni - kiedy Igor mówił o zmęczeniu jego ton wskazywał, że naprawdę tak jest!
Godzina 2122
SMS: "Kończymy BnO". Czyli marszowali całkiem żwawo!
Godzina 1947
Kajaki ukończone! Panowie ruszyli już na pierwsze BnO, chociaż jak sami mówią w ich przypadku to raczej MnO. Są zmęczeni, niemniej humor im się poprawił za sprawą przyrody, która co raz bardziej fascynuje. Czajki, bociany, czaple, bobry i wiele innych - co tylko mogli sobie wymarzyć!
Czekający ich jeszcze odcinek rowerowy jest ponoć krótki, więc pociągną się na swoim dętkowym holu. Nie ma możliwości spięcia ponownie łańcucha, z resztą hak przerzutki jest tak zmasakrowany, że i tak nie da się jechać. Wystający z ziemi konar zrobił swoje!
W tej chwili podbijają pierwsze PK na odcinku pieszym, a przed nimi jeszcze krótki rower, dłuższy etap pieszy i ZS.
Trzymamy kciuki!
Godzina 1837
M A S A K R A - skomentował OleK etap kajakowy. Podobno pływa się beznadziejnie, nie mogą znaleźć PK, a nastawienie z każdą minutą jest co raz gorsze. "To chyba moje najgorsze przeżycie sportowe" - kolejne słowa Olka dotyczące tego etapu. Co będzie dalej? Mam nadzieję, że panowie pamiętają o limicie czasu na kajak...
Godzina 1300
Panowie cały czas męczą etap 1. (rower), a wierzcie mi - nie jest łatwo! Zostało im jeszcze tylko parę PK, ale żeby je zaliczyć muszą się nie lada natrudzić. Rozważali nawet wycofanie się z rajdu. Dlaczego?
Igor na trasie stracił cały napęd! Obecnie nie ma nawet łańcucha, więc przez jakiś czas panowie prowadzili rowery. Ale... potrzeba matką wynalazku. Dwie dętki posłużyły za hol, a jeden sprawny rower za napęd zespołu pojazdów. W drogę! To się nazywa napieranie.
Godzina 0855
Igor i Olek podbili już pierwsze 3 PK na rowerze i są w drodze na OS. Podejrzewam, że rano pogoda nie była najlepsza (w Warszawie deszcz był tak mocny, że mnie obudził!), ale obecnie może być już lepiej (wszak w domu świeci słońce). OleK zeznawał, że \"jest ciężko\". Jak będzie dalej? Czekamy na kolejne informacje.
Start odbył się chwilę po godzinie 0700.
Tegoroczne DyMnO, czyli Długodystansowe Marsze na Orientację, odbywa się w Łochowie - ok. 70 km na północny wschód od Warszawy (powiat węgrowski). Na uczestników czekają trzy kategorie - A (marsze na orientację), C (rowerowa jazda na orientację) oraz E (ekstremalna, w formule rajdu przygodowego: rower + bieganie + kajaki + ZS). To właśnie z ostatnią trasą zmagają się obecnie nasi reprezentanci - Igor i Olek (znany jako OleK).Na dystansie 115 km czekają ich 4 etapy:
+ 71 km roweru (w tym odcinek specjalny - OS ),
+ 20 km kajaku,
+ 10 km marszu/biegu,
+ 15 km marszu/biegu z zadaniem specjalnym (ZS) - pamięciówką,
a to wszystko w czasie 20 godz.
Zdjęcia organizatorów z przygotowań trasy.
Na etapie rowerowym (1a) chłopaki zaliczają 9 z 14PK w dowolnej kolejności, do tego 3 są ukryte na OSie. Potem na kajakach szukają aż 16PK (też scorelaufem). Następnie 8PK w dowolnej kolejności na 8,5km BnO. Dalej dojazd rowerem do bazy zawodów (1b) to tylko 10km i jeden punkt po drodze. Na koniec 15km biegu szukając 9PK w określonej kolejności. No i tuż przed metą ZS - czyli 3PK z pamięci na podstawie mapy 1:5000 przyczepionej do bramy do bazy!
Napisał/a: Olek, 2009-05-09 10:26:58 komentarze (15) || skomentuj
Janek, 2009-05-09 12:10:49, napisał/a:
Niezła Korba napierać! Go go go!
Dodałem schemat trasy i informacje o ilości punktów z komunikatu technicznego.
Janek, 2009-05-09 14:35:34, napisał/a:
Wow!! Nie jest łatwo! Panowie, musicie pożyczyć od kogoś skuwacz i naprawić łańcuch!! Dacie radę!
Janek, 2009-05-09 15:32:05, napisał/a:
Z tym łańcuchem to nie tylko nasi miewają problemy, patrzcie tu:
http://republika.pl/blog_np_4119649/5643955/tr/michal.jpg
Trzeba powiedzieć Igorowi żeby delikatniej naciskał na pedały - chyba chłopak ma za dużo siły. ;)
Janek, 2009-05-09 18:56:37, napisał/a:
Ups... koniecznie muszą skończyć kajaki do 20, bo inaczej czeka ich dyskwalifikacja. Lepiej dostać karę za brak punktów, a kontynuować rajd - tak myślę. Tylko czy oni to wiedzą?!
Dawajcie - nie poddawajcie się! Będziecie żałowali tak jak my z tatą na BWC. "Pain is temporary. Quitting lasts forever." Lance Armstrong
Olek, przekaż im to jeśli możesz. :)
Janek, 2009-05-09 20:56:21, napisał/a:
Go go power ranger!! ;)
Janek, 2009-05-09 23:29:54, napisał/a:
Dawajcie, dawajcie - zakładam, że do mety już blisko. Wyszedł z tego Dymno całkiem dłuuuugi dzień pełen przygód, nie?!
Olek, 2009-05-10 02:15:12, napisał/a:
Hehe, jak Ty się wkręcasz Janie! :-)
Dla wszystkich, którzy zastanawiają się jak spędzić weekend w spokojnej atmosferze polecam Maraton: http://www.totutotam.net/
Igor, 2009-05-10 09:46:49, napisał/a:
Już wróciliśmy z OlKiem do domów.
Podsumowanie rajdu- to było niesamowite przeżycie i łochowska masakra z dętką w roli głównej.
Zrobiliśmy wszystko na co pozwalał nam czas i siły. Skończyliśmy jakoś koło 2:30, czyli 19,5 h od startu. W ostatnim etapie zdobyliśmy tylko jeden punkt- ale na więcej już nie było czasu, a mi zabrakło już sił. W każdym razie z każdego etapu zdobyliśmy punkt(y).
Więcej informacji jak się odmoczę i odpocznę :)
Janek, 2009-05-10 12:06:34, napisał/a:
Gratulacje chłopaki za wytrwałą walkę! Kto pisze relację? Czekamy z niecierpliowścią.
Łucja, 2009-05-10 12:09:25, napisał/a:
Brawo, brawo! Podziwiam za wolę walki!
A nam właśnie przebiegło 15 tysięcy ludzi przed domem - 10K w Bristolu. :)
Olek, 2009-05-10 12:29:19, napisał/a:
Gratulacje! Szczególnie za 50km holowanie na dętce. Niesamowite! Szacunek.
Kurka, zakaz wstępu do lasu jest obezwładniający. Głupi trening może kosztować 5 stówek... Swoją drogą - DyMnO też było na terenie o zagrożeniu pożarowym i zakazie wstępu do lasu :-).
Maciej, 2009-05-10 14:36:06, napisał/a:
Brawooo + wyrazy podziwu. Twardzi z Was goście, nie ma co!
Ja właśnie wróciłem z 4h treningu po KPN-nie. W nogach 85 km... i jestem zmęczony. Widziałem miejsca z wypaloną ściółką. Obyło się bez spotkania ze strażnikami. Jak inn czekam na relacje.
Janek, 2009-05-10 15:50:12, napisał/a:
Tati, Olek - wy za dwa tygodnie możecie napierać nawet 26h! :D
OleK, 2009-05-10 18:11:50, napisał/a:
Już się przespałem. Widzę, że teraz mógłbym jeść i pić przez cały czas. Oto krótkie komentarze do poszczególnych etapów DyMnO.
Na całym rajdzie najbardziej podobała mi się przyroda. Nie spodziewaliśmy się, że tak blisko od Warszawy spotkamy tak piękne tereny. OS rowerowy był wzdłuż małej rzeczki całkowicie zmodernizowanej przez bobry. Nawet przekraczanie rzeczki odbywało się po bobrzej tamie. Ten fragment był przepiękny! Żałowałem, że nie przyjechałem na zdjęcia i nie ma czasu pozachwycać się widokami.
Gdy Igor stracił przerzutkę pojawiło się realne widmo konieczności wycofania z rajdu, ale Nizała Korba się nie poddaje! Naszym głównym celem od początku było ukończenie trasy w limicie czasu. Postanowiliśmy, że idziemy dalej i po drodze coś wymyślimy. Spotkaliśmy ekipę, która pożyczyła mam na 10 minut skuwacz do łańcucha, żeby zrobić go na sztywno. Niestety, wyszło nasze nieprzygotowanie :(. Po pierwsze nie mieliśmy własnego zestawu narzędzi, po drugie doświadczenia w reperowaniu łańcucha. To kolejna rzecz, której trzeba się uczyć w mamach "treningów", bo na trasie jest już za późno. Po kilkuset metrach skuty łańcuch pękł i nie było co liczyć na pomoc. Na szczęście czekały nas niezłe drogi, nawet asfalt i do Szumina dawało się holować. Niech od teraz dętki będą obowiązkowym elementem wyposażenia NK. To doskonały, wytrzymały i dynamiczny hol. Łatwo go założyć – na siodełko pierwszego i kierownicę drugiego roweru. Byłem zaskoczony jak dobrze to działa.
Na kajaki dotarliśmy bardzo późno. Musieliśmy je skończyć w 3,5 godziny. Najlepsi w takim czasie zrobili cały etap kajakowy. Pływanie po Bugu pod prąd jest strasznie ciężkie. Sterowanie kajakiem na takiej rzece, to dramat. Zrobiliśmy tylko 5 punktów z kilkunastu. Poruszaliśmy się po wodzie stojącej, czyli starorzeczach i rozlewiskach, a i tak nie szło nam najlepiej. Brakowało zgrania. Przy naszych umiejętnościach kajakowych pływanie nurtem było bez sensu. Na dodatek w czasie kajakowanie dwa banany wyszły z siebie do kieszeni moich bojówek (cała kieszeń pulpy bananowej!), chyba żeby mi popsuć humor. Aby zrobić ten etap powinno się spływać z nurtem, a wracać lądem. Tak robili ci, którzy zaliczyli całość, ale przenoski były kilkusetmetrowe (!), a kajaki bardzo ciężkie. Nie wyobrażam sobie jak to zrobili.
Pierwszy BnO poszedł nam bardzo ładnie za sprawą brawurowej nawigacji Igora. Na punkty wychodziliśmy bez pudła. Dzięki Igorowi od początku rajdu mogliśmy się ścigać z innymi ekipami (choć zamarudziliśmy na starcie), bo wybieraliśmy lepszą trasę i w ten sposób niektórych przeganialiśmy. Oczywiście tylko do momentu awarii (choć jedną ekipę wzięliśmy dwa razy już jak byliśmy na holu ). Na BnO nawet były fragmenty, kiedy próbowaliśmy podbiegać, ale ogólnie poruszaliśmy się szybkim marszem.
Drugi etap rowerowy był straszny! Holowaliśmy się około 12 kilometrów w nocy, częściowo przez wąskie przecinki leśne porośnięte krzakami, młodymi drzewkami, które trzeba było brać na kierownicę, jeżynami, czasem były też powalone drzewa. Tego nie da się opisać. Ja na początku tego etapu byłem podłamany, ale Igor był pewny swojej nawigacji i dawaliśmy radę. Na tym etapie spotkaliśmy kilka ekip, które nas dogoniły, a spędziły więcej czasu niż my na kajakach. Jak widać nasza taktyka, polegająca na zrezygnowaniu z większej części trasy kajakowej i skończeniu jej wcześniej, żeby wyrobić się w czasie miała sens, bo utrzymywaliśmy się wśród innych drużyn. Na etapach rowerowych podbiliśmy wszystkie punkty!
Ostatni BnO postanowiliśmy zaatakować tylko po to, żeby odnajdując jeden punkt zaliczyć całość trasy. Na pamięciówkę nie było już siły. Choć to zaledwie kilkanaście minut marszu, to ból mięśni i kolan sugerował, że trzeba kończyć zabawę, już ledwo się wlekliśmy, nawet z kijkami.
Jako, że był to mój debiut powiem, że bardzo podobała mi się atmosfera na trasie. Wszyscy byli mili i pytali się co nam się stało, gdy widzieli nasz tandem. Niestety i tak w niczym nie dało się nam pomóc.
Do najprzyjemniejszych i najciekawszych elementów zaliczam OS rowerowy, przejście brodem rzeki w wodzie do połowy kieszeni bojówek z rowerami na plecach, i BnO, na którym spotkaliśmy dorodnego bobra.
Po zakończeniu eskapady byliśmy całkowicie wycieńczeni, ledwo się ruszaliśmy i poszliśmy spać dygocąc z zimna, choć zimno nie było. Czułem się wtedy przefatalnie. Napieraliśmy prawie 20 godzin, a najlepsza dwójka pokonała trasę w niecałe 13. To chyba dzięki kajakom, które poszły im rewelacyjnie.
Dziś sobie uświadomiłem, że przez cały rajd nie rozmawialiśmy chyba o niczym, poza sytuacją na trasie. Ciekawe, jak ogranicza się świat podczas takiego wysiłku, gdy myśli się tylko o dotarciu do celu.
Igor, 2009-05-11 19:17:00, napisał/a:
Moje przemyślenia po ponad dobie od zakończenia rajdu i powrotu do domu mogą wydawać się późne, jednak dopiero teraz mogę powiedzieć, że zupełnie doszedłem do siebie.
Może zacznę od liczb, to chyba dosyć dobrze przedstawi całą naszą sytuację w czasie rajdu.
Godzina 7:00 start- teoretycznie. Zjawiliśmy się chwilę później i właściwie nie ruszyliśmy od razu- na starcie jeszcze OleK wypsikał nas którymś z popularnych Komarozoli, a ja wyznaczyłem trasę. Na rowery wsiedliśmy jakieś 5-7 min po 7ej.
Trasa rowerowa w części 1szej miała mieć ok 60km. Do godziny 11:30 zdążyliśmy zrobić praktycznie połowę trasy wliczając w to odcinek specjalny wzdłuż małej rzeczki.
I wtedy To się stało. Jechaliśmy piaszczystą leśną ścieżką, do najdalszego na mapie punktu 'B'. Na zjeździe z górki wjechałem przednim kołem na gałąź, która leżała prawie równolegle do kierunku jazdy. Musiała wyskoczyć spod przedniego koła i z jednej strony wpaść w obrys jaki tworzy łańcuch a z drugiej tylne koło. Kiedy znalazła się pod tylnym kołem zadziałała jak dźwignia, która odgięła hak tak, że przerzutka sterczała mniej więcej prostopadle do koła...
Co się stało zorientowałem się dopiero po chwili, kiedy nie mogłem kręcić korbą.
Nie miałem wyboru- musiałem odgiąć hak, jeśli miałem jechać dalej. Ten jednak powtórnego zgięcia już nie wytrzymał.
Naradziliśmy się z OlKiem i stwierdziliśmy, że nie możemy się tak po prostu poddać. Okręciłem zębatki przerzutki, a samą przerzutkę przykleiliśmy na silver-tape'a do ramy.
Plan był taki, że miałem jechać na luźnym łańcuchu- ten jednak ciągle spadał.
Stwierdziliśmy, że będziemy nacierać do drogi- może tam uda nam się coś zdziałać. Po drodze Olek podbił jeden PK. Tak się złożyło, że z naprzeciwka nadjechało parę zespołów i ktoś pożyczył nam skuwacz (Ogromne Dzięki!). Po raz pierwszy w życiu rozkułem i skułem łańcuch, właściwie jak skończyłem to pojawił się rajdowiec, któremu zwróciłem jego skuwacz.
W lepszym nastroju ruszyliśmy z OlKiem naprzód. Ja nie za szybko, bo na stałym przełożeniu nie jest wcale łatwo. Plan był prosty- dotrzemy do drogi, a stamtąd już będzie mi łatwiej.
Łańcuch pękł po drodze. Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać nad holowaniem. Pierwszym pomysłem było, żeby użyć pasków- ale później OleK wpadł na pomysł, żeby użyć dętek od roweru. To był jak się później okazało Świetny Pomysł. Elastyczny hol świetnie nadawał się do ciągnięcia w nierównym terenie- nawet po piaszczystych drogach i łąkach. Właściwie chyba tylko raz zdarzyło się, że ściągnąłem OlKa za hol z roweru.
Długo by opowiadać co było po drodze. Generalnie kolejne jakieś 30km, może więcej przejechaliśmy ciągnąc się na zmianę.
Ok 16:30 skończyliśmy pierwszą część etapu rowerowego.
Przyszedł czas na kajaki. Najpierw uzupełniliśmy płyny w bidonach (nie przewidzieliśmy, że będziemy w trasie rowerowej ponad 9 godzin- więc chyba ok 14-15 nie mieliśmy już żadnych płynów ze sobą). I tak dobrze, że OleK miał ze sobą camelback'a. Do torby przy pasie włożyłem nowy zestaw jedzenia i bidon oraz zabrałem drugą torbę- również z jedzeniem i piciem.
Plan na kajaki był prosty- "minimalizacja strat". Mieliśmy jakieś 3h z hakiem, najlepsza drużyna zrobiła ten etap w 3,5h- chyba, może w 3h.
Zamierzaliśmy ogarnąć strefę gdzie były skumulowane 6 punktów, a później- być może jeszcze jedno zakole rzeki.
Ostatecznie znaleźliśmy 5 z zamierzonych 6 punktów i wróciliśmy krótko ok 19:20 na przepak. Byliśmy zmęczeni (ja szczególnie fizycznie- kajakowanie to nie moja domena)- nie było sensu marnować sił w poszukiwaniu chimery i korzenia mandragory. Chcieliśmy zaliczyć wszystkie odcinki tego rajdu- było to jeszcze realne.
Ok 19:30 wyruszamy na BnO. Na początku faktycznie idziemy dość szybko. Powoli się ściemnia a z nas schodzi zmęczenie, zaczynamy podbiegać kawałki. Mapa była dokładna i aktualna, nie miałem żadnego problemu z orientacją - do punktów trafialiśmy jak po sznurku. Dużo biegaliśmy na skuśki, żeby oszczędzić drogi- las był w większości o dobrej przezierności. Tylko z ostatnim (a może przed ostatnim) mieliśmy trochę więcej zabawy- ale i ten znaleźliśmy nie dłużej jak po 5 min, szukania.
Nie minęły 2 godziny od wyjścia, a my byliśmy z powrotem w bazie, ze wszystkimi punktami podbitymi. Sądzę, że to nieźle jak na BnO na 10km.
Ok 21:30 wyjeżdżamy na ostatni etap rowerowy- na mapie sprawa była prosta. Rzeczywistość uderzyła nas z mocą młota pneumatycznego. Przecinki w lesie okazały się ledwo przejezdne- ale przeciągnęliśmy się przez nie. Zajęło nam to ponad 2 godziny- na prawdopodobnie jakieś 12km.
Co ciekawe po drodze spotykaliśmy jeszcze inne ekipy z trasy Ekstremalnej.
Niestety czasami nawet słupki kwadratów lasu- nie wyznaczały dokładnie położenia ścieżek, prowadzących do punktów- zwłaszcza do 15stki.
16 szukaliśmy długo- z resztą nie tylko my. Kiedy oddaliśmy pola ciemności i zaczęliśmy wracać do szkoły, z ciemności wyłoniła się 16stka.
Było wiele radości. To był przypadek, ale szczęśliwy tym niemniej. Mieliśmy odnaleziony wszystkie punkty na etapach lądowych do tej pory! A na dętkach ciągnęliśmy się co najmniej 40km.
Kiedy dotarliśmy do szkoły po 24tej, nie było już szansy, że ukończymy w całości etap 4ty i ZS. Postanowiliśmy wyjść, żeby zrobić ile się tylko da i wrócić przed 3cią.
W tym momencie byłem już mocno zrezygnowany i wykończony jak tylko wykończony ogier być może. W trasie zrobiło mi się jeszcze na dodatek zimno. Kiedy szukaliśmy punktu '1', spotkaliśmy sympatyczny zespół z którym wcześniej szukaliśmy '16stki'. Osobiście już odpuściłem, ale wtedy OleK znalazł '1kę'. Mogliśmy wracać z uczuciem spełnienia. Więcej nie mogliśmy już zrobić. Wróciliśmy jakieś 38min przed wyznaczonym końcem. Może mieliśmy dostać kary za nie odnalezione punkty, ale mieliśmy zrobić wszystkie etapy. Na więcej przynajmniej ja nie miałem już sił.
Na koniec wciąłem jeszcze jedną z przysługujących nam słodkich buł i firmową Herbatę z Gara :)
Szybko położyłem się do śpiwora, po drodze zdążyłem jeszcze dostać drgawek- było mi ch#ernie zimno. Zasnąłem jak dziecko.
Skomentuj ten wpis!


postami.






