Logo Niezła Korba

Na skróty

2012-03-29
Do trzech razy sztuka
komentarzy: 2

2012-03-26
Bieg Piastów oczyma debiutantów i weterana
komentarzy: 1

2012-03-14
Warszawa Nocą - WYNIKI cyklu
komentarzy: 1

Nakarm RSS postami.

Ostatnie komentarze

2012-04-02 21:07
Maciej:
Brawo Łucja. Mój pierwszy półmaraton to był rok 2008. Pamiętam, że z Jankiem, Olkiem i Aruse...

2012-03-30 17:41
Mania:
Super Łucja! Gratuluje!...

2012-03-27 09:58
aka:
Brawo Janek za taki wynik w pierwszym sezonie startowym w BnO. Brawo dla zwycięzcy, Piotra Łobodz...

2012-03-27 09:47
Agnieszka:
Cudowne doświadczenie! Brawa dla wszystkich i każdego z osobna. Jak pomyślę, że jesteście w ...

2012-03-06 09:44
bikergonia:
jeszcze raz szacun za start i wolę walki pomimo takiego mrozu :)...

Nakarm RSS komentarzami.

Polecamy: rAId - Alternatywna Inicjatywa

rAId - Alternatywna Inicjatywa

Rat Race w Bristolu

team Niezlej KorbyWyścig szczurów, w którym wzięliśmy udział odbył się w niedzielę 28 czerwca w Bristolu. Zespół i sprzęt ściągnęłam dosłownie z całej Europy. Mapnik i uprzęże przyjechały do mnie samochodem z Polski. Olę Girard – świetną zawodniczkę wioślarstwa ściągnęłam z Oxfordu, a Kubę Jasika z Milton Keynes.

Poznaliśmy się w sumie dopiero przy śniadaniu w dniu wyścigu mimo, że wszyscy spaliśmy u mnie w domku- naszej bazie. Kuba przyjechał w nocy dzień wcześniej już świetnie spakowany, a my z Olą następnego dnia rano w dalszym ciągu biegałyśmy po piętrach domku, żeby znieść a potem zmieścić sprzęt w jednym plecaku. Do samej wioski wyścigu musieliśmy przejechać jakieś 3km od domu i o 8.20 na czterdzieści minut przed startem odebraliśmy zestaw map – aż 3, roadbook, koszulki, buffy oraz numery startowe. Z numerem 116 stanowiliśmy chyba jeden z nielicznych teamów z dwiema kobietami.

W parku pod drzewami wiele ekip już rysowało warianty, wszyscy przebrani w czarno-żółte koszulki rat race. Na słoneczną pogodę kolor taki sobie, ale efekt jaki daje kilkaset osób ubranych w ten sam sposób piorunujący! Pierwsza rzecz, o której zapomnieliśmy to marker. Na szczęście udaje się pożyczyć od ekipy obok i zaczynamy rozgryzać wszystko. Nie było to łatwe bo to pierwszy nasz start w języku angielskim. Kombinujemy jak możemy, ale TR i TL pozostają zagadką (dopiero na starcie w pewnym momencie olśniło mnie, że to nic innego jak turn left i turn right). Niby banalne, ale dla nas roszyfrowywanie skrótów było dodatkową trudnością. W roadbooku było opisane dosłownie wszystko – każde obowiązkowy fragment włącznie z tym, gdzie mamy przekraczać drogę.

Mamy w sumie 4 mini-etapy. Najpierw etap pieszy, duża pętla rowerowa, kajaki i kolejna pętla rowerowa. Po drodze zadania do wykonywania w z góry określonej kolejności. Do uzbierania w sumie 750 punktów za zadania – od takich za 10 punktów do ostatniego Final Challange za 260.

3...2...1... Start był wspólny. 128 zespołów dwójkowych bądź trójkowych ruszyło na raz za 4 szczurami, które biegły przez park. 4 osoby, które prowadziły wszystkie osoby aż do centrum handlowego. Tylko nie był to zwykły bieg. Po drodze trzeba było zebrać wszystkie karteczki na trasie, a dodatkowo utrudniały to szczury, które biegły różnymi trasami. Czasami razem, czasami rozdzielenie na dwójki, po górkach, pagórkach, przez płotki, mostki i ulice. Jedyne czego trzeba było bezwzględnie przestrzegać to przechodzenia przez pasy – tylko na zielonym! Dzięki temu byliśmy w dużych grupach co dodatkowo wzbudzało emocje. Gdy z wywieszonymi językami dobiegliśmy do centrum handlowego trzy kartki, które zebrała Ola, wyznaczały nam punkty kontrolne. Na podstawie zdjęć z kartek trzeba było odnaleźć punkty. Na każdym punkcie dowiadywaliśmy się nazw kolejnych dwóch punktów. Na karcie, którą dostaliśmy na wejściu mieliśmy w sumie podbić 6 punktów z 9, więc można było wybierać. Poszło nam dość szybko. Jeszcze tylko chipem podbić punkt elektroniczny i mogliśmy truchcikiem wracać do parku zamkowego, gdzie w boksach stały nasze rowery.

Dziewczyny na kajakachKaski na głowy, plecaki na plecy i wybiegamy z strefy zmian i lecimy lub idziemy (zależnie od płci) w dół po schodach i zjeżdżamy na ścieżkę rowerową, którą mamy obowiązek wyjechać z centrum. Pierwszy punkt to miejsce, gdzie mamy pierwsze zadanie. Nawigacja równa się na ten punkt jechaniu za wszystkimi innymi ekipami. Na miejscu musimy pozostawić rowery i ustawić się w niewielkiej kolejce do zadania – mamy nałożyć widłami gnoju do taczki, pokonać slalom z taczką, opróżnić ją i resztę slalomu bez taczki. Było przy tym mnóstwo śmiechu, bo kto się spodziewał przechodzenia pod przeszkodami, jazdy taczką wzdłuż tory.

Do kolejnego punktu już musimy nawigować sami, więc zaczynam zabawę. Idzie nieźle dopóki nie mylę kościółków i przejeżdżamy skręt, co skutkuje nadrabianiem trochę na około, ale daliśmy radę. Na tym punkcie zaczął się mój koszmarek zmian butów spd na prawie każdym punkcie z zadaniem. Na salę sportową we wpinkach wchodzić nie wolno. A za zadanie tym razem mieliśmy najpierw złapanie trzech piłek, każdy po jednej, a piłki były odbijane przez dwóch graczy baseballu. Po tym zadaniu biegliśmy na boisko obok, żeby odpić piłkę trzy razy nad siatkę. Niestety zapomniałam podbić chipa i pobiegłam sobie jeszcze raz od rowerów na salę. W dalszej części wyścigu już było tylko lepiej i z nawigacją i z pamięcią!

Kolejny punkt był najbardziej malowniczym na całej trasie! 199 m.n.p.m. z widokiem na calutki Bristol. Wjeżdżało się na niego porządnym wjazdem i do pewnego czasu zaskakiwałam wszystkich moimi umiejętnościami górskimi. Co chwila ktoś zagadywał, mówił wow. Do czasu... Spadł mi łańcuch, ale dzięki refleksowi udawało mi się wypiąć. Po trzecim razie zrezygnowałam z dalszych prób i zaczęłam pchać rower tak jak wszyscy. Kolejka tworzyła się przy tzw. Kissing gate, takiej bramce, która zapobiega ucieczce zwierząt z pastwiska. Ale co to dla nas. Rower w powietrze i sprawnie sobie poradziliśmy – my z Olą lepiej niż połowa facetów. Kawałek przez łąkę, gdzie naprawdę można było rozłożyć najlepszy piknik pod słońcem! I na koniec rewelacyjny zjazd po łące! Kapitalne! Szybko, wiatr we włosach, a na mniej fortunnych zjazdowców na wszelki wypadek na dole czekał ambulans.

Do następnych dwóch punktów było trochę kilometrów, ale miałam niesamowitą satysfakcję, jak objeżdżaliśmy kolejne zespoły dzięki lepszym wariantom nawigacyjnym! Zamiast jechać główną drogą po pierwszym punkcie zjechaliśmy na gruz, a potem lepszym wariantem okazała się mała ścieżka ostro pod górę niż główna droga polna. Naprawdę to że, mogłam sama nawigować było najlepszą chyba zabawą dla mnie na całym Rat Racie!

Kuba skacze z mostuDojechaliśmy na ścieżkę rowerową do Bath, gdzie porzuciliśmy rowery i rozdzieliliśmy się na dwa zespoły. Ja z Olą pobiegłyśmy na kajaczki, a Kuba poszedł skakać z mostu. My za to musiałyśmy zwodować sobie kajaczek i przepłynąć tor wodny, włącznie z spływaniem po pochylni. Zadanie było super odświeżające, trochę się zmoczyłyśmy, ale było to bardzo przyjemne. Mniej przyjemny był bieg z powrotem we wpinkach, a Ola cierpiała bardzo z powodu za małych butów. Nie żeby się skurczyły w trakcie wyścigu, ale po naprawach butów przez babcię zmniejszyły się o pół, jak nie o cały rozmiar.

Po wykonaniu zadania spotkaliśmy się na moście przy rowerach, zjedliśmy coś i rozrysowałam sobie dalszą nawigację. Zadań już prawie nie było, ale po prostu punkty i obowiązkowe dojazdy do tychże punktów. Za to na koniec zajechaliśmy na parking, tam założyliśmy kaski, uprzęże i udaliśmy się na 6 piętro parkingu, a stamtąd na sam dół zjazd. Fajna przygoda, ale za krótko to wszystko trwało.

Kajakiem przez próg wodnyDojechaliśmy do strefy zmian. Zostawliśmy rowery w boksie, spięte blokadą. Truchcikiem z parku nad rzekę do przystani i tam dostaliśmy dwa kajaki. Ja z Olą w jednym, a Kuba sam. Do zaliczenia mieliśmy 6 punktów. Najgorsze było to, że przepływaliśmy tuż obok ogródków piwnych i piwo było na wyciągnięcie ręki, a jednak jeszcze było to 20km. Przepłynęliśmy w sumie 2.2km i udało się nam wyprzedzić na kajaczkach jedną ekipę. W drodze powrotnej wydarzyła się bardzo komiczna historia. Ola podzieliła się ze mną kawałkiem batonika, który niestety upadł mi na asfalt. Już miałam go podnieść a tymczasem Kuba postawił swoją stopę idealnie na moim batoniku. Zawód był wielki, ale pognaliśmy dalej bo czas już naglił.

Został nam w tym momencie tylko etap drugi rowerowy, ale wyraźnie było napisane, żebyśmy koniecznie przed 17 skończyli wszystkie zadania. Ruszyliśmy licząc, że zrobimy oba zadania – i alpinistyczne i bieg na orientację. Wcześniej jeszcze musieliśmy dojechać na dwa punkty i dopiero porzuciliśmy rowery i wyszliśmy z mapką na bieg. Sam bieg był kapitalny. W sumie 11 punktów, porozrzucanych w mini miasteczku. Kuba zabrał się za mapę i wszystko nam nieźle szło do czasu. Ławeczka z żabką okazała się punktem, który trochę nas pogubił. Dopiero po jakiejś chwili wydedukowałam, że jesteśmy na innej górce niż myślimy. W tym samym momencie babka, którą spytaliśmy czy nie wie, gdzie jest ławeczka krzyknęła, że znalazła żabę. Kosztowało nas to dobrą chwilę jak i również zadziałało demotywująco. Olę bolały palce, mieliśmy już mało czasu i baliśmy się, że nie zdążymy na zadanie linowe. I przez to nie podbiliśmy jednego punktu. Byliśmy na miejscu, gdzie miał być. Metalowa bramka. Tylko, że tych metalowych bramek minęliśmy chyba z 10 po drodze i na żadnej nie było chipa. Sił, żeby wrócić też nie mieliśmy i podarowaliśmy sobie ten jeden PK – 10 punktowy. A jeszcze wcześniej był kapitalny punkt w ciemnym tunelu, w strumyczku. Chip świecił fluoresencyjnie na zielono i wchodziło się po kostki w wodę. Ekstra!

metametaSzybciutko wskoczyliśmy na rowery i w sumie w 15 minut byliśmy znowu na parkingu centrum handlowego, gdzie czekało nas przejście po równoważni na wysokości szóstego piętra. I muszę powiedzieć, że ja trochę mam lęk wysokości. Jednak była to szybka sprawa, dosłownie 3 metry. Na mecie byliśmy jakieś 20 minut przed czasem. Rowery szybciutko do boksów, biegiem na około kościoła i FINAL CHALLENGE czyli przeskoczenie takiego dmuchanego zamku. Potem już kilka metrów i nasze szczęśliwe miny możecie zobaczyć na zdjęciu.

Było naprawdę fantastycznie. Świetna organizacja, idealnie wszystko zgrane i naprawdę ciekawa trasa!

Napisał/a: Łucja, 2009-07-02 16:57:49 komentarze (10) || skomentuj

Łucja, 2009-07-02 16:58:32, napisał/a:

Ciąg dalszy jak będę już w domu. Póki co podrowienia z kanału La Manche!

aka, 2009-07-03 13:41:24, napisał/a:

... ale suspens - niemal jak u Hitchcocka... To mi się podoba!

Ula, 2009-07-03 19:23:32, napisał/a:

Łucja, nic z tego nie kumam, mniej więcej od słów "3.. 2.. 1.." ;) strasznie dużo tam chyba było myślenia ;) może ciąg dalszy coś rozjaśni (i żeby nie było - przeczytałam dwa razy)

Łucja, 2009-07-03 22:36:56, napisał/a:

Hahaha :) To oddaje jak bardzo my sami się na początku orientowaliśmy w wyścigu.

Na poczatek był bieg za czwórką "szczurów". Mieliśmy z nimi biec, ale zawsze tylko za jednym, bo czasami oni się rozdzielali i biegli różnymi ścieżkami. W trakcie tego biegu trzeba było zdobyć 3 zdjęcia, które wskazywały gdzie są punkty.

Jak już dobiegliśmy do centrum handlowego, gdzie były wszytkie punkty to dostawało się kartę do podbijania. Zaliczyć trzeba było 6 z 9. Ze zdjęć mieliśmy 3 punkty, a o kolejnych dowiadywaliśmy się na tych punktach ze zdjęć.

Widzę, że mi się rozrasta relacja!

aka, 2009-07-04 08:47:21, napisał/a:

Ale złożony z wielu zaskakujących elementów tej rajd! Najbardziej mi się podobało: "lecimy lub idziemy (zależnie od płci)" - już widzę te fruwające kobiety i statecznie kroczącego mężczyznę...
A batonik "idealnie" przydeptany przez Kubę - to musiało boleć...

Janek, 2009-07-06 13:09:12, napisał/a:

Polecam:
http://www.exploresweden.se/live/photos.php

Taaaaki rajd! Taaakie zdjęcia! Taaaka przygoda!

Janek, 2009-07-07 11:26:36, napisał/a:

Jak patrzę na te zdjęcia to czuję nieodpartą ochotę pojechania do skandynawii!!! Auuuu!

Druga myśl: może zmienię mój długoterminowy cel w AR z startu w BWC (jako ARWC) i zacznę trenować pod Explore Sweden?! Zdjęcia z tego rajdu są n i e s a m o w i t e !!!

Natka, 2009-07-07 22:01:00, napisał/a:

Tak, świetne zdjęcia!
Bardzo podoba mi się, że oprócz intensywności napierania oddają piękno krajobrazu, dzięki temu rzeczywiście aż chce się jechać!
Ale ponad 1000 km - to jest prawdziwy Potwór... ;-)

Olek, 2009-07-08 10:12:46, napisał/a:

Niesamowite... Taki wyczyn budzi mój najwyższy szacunek. A jeszcze bardziej niesamowite jest to, że na zdjęciu z mety Speleo nie wygląda gości, którzy przebyli ponad 1000km siłą własnych mięśni w przeciągu 4 dni.

Ula, 2009-07-19 00:37:37, napisał/a:

hej! wróciłam z wyjazdu i wrzuciłam wywiadzik z Jankiem na naszą stronę - http://sherpas.pl/rt/articles/35/wywiad … -korbowicz
Pozwoliłam sobie wypożyczyć zdjęcia z Waszego archiwum, oczywiście chętnie podpiszę autorstwo, jeśli podacie ;)
Pozdrawiam i życzę miłej lektury (chociaż Wy na pewno o Janku i Niezłej Korbie wiecie już wszystko)

Skomentuj ten wpis!

© copyright by Niezła Korba 2008-12; wszystkie prawa zastrzeżone
stronę obsługuje dobrydesign.net
X

Dodaj komentarz




O Adventure Racing

Rajdy przygodowe, czyli Adventure Racing (AR) to multidyscyplinarne, długodystansowe, zespołowe zawody na orientację rozgrywane w formule non stop.

dowiedz się więcej

Nasze plany

Zaloguj się!



zapamiętaj mnie

napieraj.pl     pk4.pl blog ekstremalny

sherpas rt    team 360 stopni

Nonstop Advenutre   exmedio

SleepMonsters