Wyzwanie - relacja z trasy długiej
Trasa długa - pierwszy start w ogólnopolskim rajdzie
Rynek w Opolu, ostatnie rozmowy i zdjęcia. 10..9..8.. - odliczamy, aż wreszcie pada 1 i... start! Biegniemy w tłumie innych zawodników i wśród nich docieramy do punktu na nabrzeżu. Przekraczamy rzekę, podbijamy punkt przy czymś, co podobno jest fontanną. Biegniemy razem z drugim teamem NK pod kościelną wieżę, potem na chwilę się rozdzielamy, ale po paruset metrach spotykamy znowu - przy wiadukcie kolejowym. Potem decydujemy się na różne warianty - Mania prowadzi uliczkami, a Olek nad rzeką. Na cypel dobiegamy chwilę później - kiedy podbijamy pk, oni znikają gdzieś za zakrętem. Dalej plątanina uliczek, która nie za bardzo zapada mi w pamięć, kaplica, skwer, mijamy teatr. Tuż przed punktem przy pomniku, ku naszemu zdziwieniu, widzimy czerwone koszulki - to Niezła Korba! Razem dobiegamy do szkoły.
Po kilku minutach wynosimy rowery i ruszamy. Hm, nie podniosłam siodełka... Trudno, zrobię to na najbliższym punkcie. Jest górka, podbijamy, siodełko do góry i jedziemy! Droga prowadzi przyjemnym asfaltem, z którego dość szybko musimy zjechać - w kierunku pierwszego zadania specjalnego - nad rzeczkę. Razem z zespołami z trasy krótkiej szykujemy się do przeprawy - zdejmowanie spodni, zdejmowanie lub zmiana butów - do wyboru, do koloru. Woda nie jest ani "po kolana", jak twierdzi regulamin, ani "po jajka", jak mówi obsługa punktu - Mania i ja moczymy się prawie do pasa. Chłodno.
Wychodzimy, dowiadujemy się o czasy poprzednich zespołów i w drogę. Jedziemy przez las, do punktu obok kapliczki. Potem wyjeżdżamy na asfalt i pedałujemy do stanicy WOPRu. Po drodze spotykamy team MTB Opole z Asią. Chwilę rozmawiamy, życzymy sobie nawzajem powodzenia, a potem ich wyprzedzamy. Po chwili dla odmiany, tym razem nas, wyprzedzają Norwego-Holendrzy. Jedziemy jeszcze kawałek i skręcamy w prawo - do przystani. Odstawiamy rowery, znajdujemy swój przepak, przebieramy się, pakujemy jakieś jedzenie i wskakujemy w kapoki.
Bierzemy wyznaczone kajaki i niesiemy przez plażę... To pierwsze zadanie na tym rajdzie, które naprawdę wymaga ode mnie wysiłku - jest dosyć ciężko, ale dajemy radę. W chwili, kiedy zaczynamy wodowanie, słyszymy jakieś krzyki z punktu - okazuje się, że przez pomyłkę dostaliśmy kajaki przeznaczone dla trasy krótkiej - cięższe i gorsze. Czekamy kilka minut na jakiś powracający zespół, zamieniamy się z nimi na kajaki i wreszcie płyniemy. Utrzymanie prostego kierunku nie jest takie proste (ta bezwładność...), ale docieramy do zapory. Wysiadamy na kamienny brzeg i ślizgając się wnosimy kajaki na górę. Niosę mniej więcej do 2/3 wysokości, resztę kończy Siekson z Arusem. Potem wciągają drugi kajak - my z Manią dopingujemy. W dół spychamy kajaki po trawie, kawałek niesiemy i już płyniemy całkiem malowniczą rzeczką. Pod pewnym mostem utykamy na kamieniach. Żadne odpychanie ani inne, niewątpliwie ciekawie wyglądające, metody nie pomagają. Arus bohatersko wysiada i po kolei spycha nas na głębszą wodę. Podbijamy punkt na moście kolejowym, przenosimy kajaki do kanałku i płyniemy dalej. Towarzyszy nam lekki zapach ścieków...Oczywiście nie zrażamy się! Niestety nie policzyłam przez ile zwalonych drzew się przeprawialiśmy, ale było ich sporo, a każde wymagało innego pomysłu na pokonanie - to mi się podobało! Na szczęście akurat wtedy, kiedy kanałek zaczął mi się dłużyć, wyłonił się ostatni punkt tego etapu.
Krótka rozmowa na Strefie Zmian; dziewczyny życzą nam powodzenia, ruszamy. Do 13 punktu docieramy bez problemu, podbijamy i idziemy dalej. Droga do następnego PK nie wygląda na skomplikowaną: przecinamy asfalt, zaraz będziemy przechodzić niedaleko dużego jeziora...Ale jeziora nie ma. Próbujemy kawałek dalej, ale stwierdzamy, że przy skali mapy, jaką mamy to bez sensu. Konsternacja. Rozładowujemy napięcie żartując, że drogę, na której jesteśmy, wydeptali Nawigatorzy i dlatego nie ma jej na mapie, ale na pewno zaprowadzi nas prosto na PK. Kierunek mniej więcej się zgadza, więc postanawiamy iść dalej. Po pewnym czasie Sieksona olśniewa i nagle materializujemy się na mapie ;-).
Do punktu w rogu stawu docieramy już prawie bez problemu. Prawie, bo przedzieramy się przez rów z wodą, wysokie trawy i chaszcze. Zaczynamy wracać na przepak. Mamy do przejścia jakieś pole. Uwagę przykuwa ładna, soczysta zieleń. Nie bez powodu! Czekają na nas kolejne trzy rowy melioracyjne. Razem z Manią moczymy się w obydwóch, Arus i Siekson przeskakują pierwszy, przy drugim buntują się (za szeroki) i obchodzą go na około. Gdybyśmy wcześniej wiedziały... Trzeci przechodzimy już wspólnie, po cywilizowanej kładce. Potem kawałek przez las, asfalt i już widzimy przepak. Mamy dwie możliwości - iść na około tak, jak przyjechaliśmy na rowerze, albo na wprost - przez pozbawione chwilowo wody dno jeziora. Ponaglani zapadającym zmrokiem i zachęcani przez obsługę przepaku, wybieramy drugie wyjście. Brudne wyjście. Śliski muł i błoto po kostki, wystarczy na chwilę się zatrzymać, żeby mieć duży problem z wyciągnięciem nogi i dalszym przemieszczaniem się... Obsługa robi nam zdjęcia - zdaje się, że czas oczekiwania wynagrodziliśmy im zabawnym widokiem ;-).
Na przepaku niby robimy tylko to, co konieczne, ale strasznie się grzebiemy. W końcu ruszamy na rower. Droga do pierwszego punktu mija szybko, ale odnalezienie go zajmuje nam trochę czasu - nie możemy wbić się w odpowiednią drogę. Górka musi być gdzieś w pobliżu, przecież niełatwo ją przeoczyć. Szukamy, wreszcie jest! Znajdujemy lampion schowany za drzewem i wracamy do rowerów. Bez kłopotów dojeżdżamy do "Srebrnego Źródła", które w przypływie desperacji nazywam "jakąś zasypaną przez liście błotnistą kałużą", czym wyraźnie bawię resztę :-). Dalej pedałujemy najróżniejszymi przecinkami, które mają jedną wspólną cechę - błoto i kałuże. Docieramy do pk18. Potem wygodny, ale nieco usypiający asfalt na punkt między stawami. Do 20, na skrzyżowanie, prowadzi prosta, jak zwykle usiana kałużami, droga. Na niej zatrzymujemy się na postój - nie wiem czy ktokolwiek odpoczął. Trochę zmarzłam. Po paru minutach ruszamy dalej. Nawigacja wydaje się prosta - wystarczy w odpowiednim momencie odbić w prawo... Niestety "odpowiedni moment" okazuje się nie do końca jednoznaczny i dwa razy sprawdzamy niewłaściwe drogi. Problemy z odnalezieniem punktu, przemarznięcie, zmęczenie...To wszystko sprawiło, że w okolicy 20 punktu podjęliśmy decyzję o wycofaniu się.
Wracamy wygodnym asfaltem, ale mimo wizji ciepłego śpiwora mam wrażenie, że w chwili wycofu mój organizm całkiem sobie odpuścił - zrobiłam się senna i chyba tylko brak hamulców zmuszał mnie do zachowania uwagi.
Dalszy ciąg - wiadomo - miłe przyjęcie organizatorów, jedzenie, prysznic, spanie. Proste sprawy, które nabierają nowego znaczenia. Warto było podjąć Wyzwanie! Mimo zmarznięcia, ubłocenia, zmęczenia, niewyspania...
A może właśnie dzięki temu?
Natka
Więcej zdjęć zespołu Natki (numer 10) na stronie exmedio.
Napisał/a: Łucja, 2009-11-09 23:03:08 komentarze (6) || skomentuj
Łucja, 2009-11-10 09:24:44, napisał/a:
Bardzo mi się podoba ten opis! Fajnie, że napisałaś. :)
Janek, 2009-11-10 11:35:38, napisał/a:
Super się czyta - ładne okrągłe zdania. Ach! W ogóle nie widać dramatyzmu sytuacji, z którego wycofałby Wasz wycof. Ale jak rozumiem była walka... bo w opisie wygląda to jakby to była taka prosta decyzja...
Natka, 2009-11-10 17:08:03, napisał/a:
Oczywiście, że decyzja nie była prosta! Ale chyba nie ma się nad czym rozwodzić. Po pierwsze wnioski są jasne: lepsze przygotowanie fizyczne (to oczywiste) i wcześniejsze PLANOWANIE.
A poza tym nie chcę wychodzić na jakiegoś potwora;-)
Natka, 2009-11-10 17:18:06, napisał/a:
A dramatyzmu brak pewnie dlatego, że ja naprawdę go nie odczuwałam do momentu, w którym stało się jasne, że odpuszczamy. Tak przynajmniej wydaje mi się z perspektywy...
mania, 2009-11-10 17:57:17, napisał/a:
Natka! Bardzo fajnie napisana relacja (taka dynamiczna! chwilami bardziej niż nasze rajdowanie ;) i bardzo fajnie się z tobą napierało !
Ja pamiętam dramatyzm sytuacji podejmowania decyzji o wycofaniu się. Może dlatego że bardzo niechciałam podejmować tej decyzji...
Zgadzam się w pełni z wnioskiem dotyczącym wcześniejszego planowania i przygotowania !
Natka, 2009-11-10 18:52:40, napisał/a:
Też nie chciałam! Ale skoro już trzeba było to zrobić, to starałam się za bardzo nad tym nie rozmyślać, żeby spokojnie wrócić do szkoły ;-). No i pozostałości tego trochę wymuszonego spokoju widać w relacji.
Skomentuj ten wpis!


postami.






